środa, 22 lipca 2015

9:10 / Strona czterdziesta piąta / Lot ku Słońcu

Nieważne. Już lepiej, spokojniej. Pod namiotem, już mnie biorą, czyszczą, szyją, bandażują. Tu się dopiero rozpakowują, a już pacjent i do tego ja. Rozglądam się. Wojskowi, zakonnice biegają całe przejęte. Tego dnia, drugi raz na poświęconej ziemi. 
Jasna... Nagle rumor, tupanie. Niosą jakiegoś na noszach. Koło mnie. Ława! Przypięty pasami, nagle wrzeszczy, rzuca kurwami, co jest? Przecież łeb rozbity, mózg na wierzchu, martwy a tutaj...
Leżę. Nie boli, ale w ambulatorium Ława dokazuje. Wszystko słyszę.

- On nie żyje, nie żyje!

- Nie żyje, nie żyje... – przedrzeźnia Ława.

Potem znowu oni, między sobą.

- Może aparatura zepsuta?

- Jasne, kurwa, a gdzie puls, oddech, zobacz, jakie źrenice! Przecież my go za trupa, tam w trawie jeszcze mózgu, co mi tu?

- Mózg, mózg – śmieje się Ława, z daleka, po głosie zupełny on, jasno i przytomnie. Za mądry to on nie jest, nie był. I znowu oni.

- Jak mam go uśpić do zabiegu, skoro on nie żyje? Trup! – złości się anestezjolog. Koło mnie chirurg leci, ręce w górze, do zabiegu. Ledwie spojrzał. Tam wszyscy się drą, Ławę zakrzykują.

- Tu jest patolog potrzebny, sekcje mu zróbcie. – Teraz jeszcze chirurg do kompletu. Ale zły! Co za słownictwo!

- Sekcję gimnastyczną – drze się Ława.

Wraca chirurg.

- Panie doktorze, co tam jest?

Bierze krzesełko, siada. Patrzy na mnie, jakby szacował, czy skoro już się przygotował, mógłby chociaż mnie pokroić. Wzdycha, ręce do kieszeni.

- Nic takiego. Nieżywy pacjent się awanturuje. Obwiązali mu łeb i starczy. Po co mnie w ogóle wzywali, co tu do roboty dla chirurga, jak on jednej czwartej mózgu nie ma, a kości w drzazgach. 
Niech się drze. Może jak ożyje i będzie można go uśpić, uzupełnimy jakimś plastikiem.

- Niech pan powie, dlaczego nie do prawdziwego szpitala?

Patrzy na mnie obojętnie, ale nie o rozkazach, tylko.

- Nikomu nie wolno opuszczać strefy. Wyznaczyli takie koło. Otaczają wszystko. Coś się stało dzisiaj po południu. Jacyś ludzie umarli, wyszli poza i umarli. Odcinają wszystko, nim sprawdzą, potwierdzą.

Ten mnie wyczuł, usłyszał? Tego jeszcze brakowało.

- Wiktor, jebany szczęściarzu! Ten młody, ale mnie jebnął, no zabił, ale ja mu... Wiktor, trzymaj ze mną, bo inaczej... A żywy stąd nie wyjdzie nikt! – podśpiewuje, skanduje, podśpiewuje – A żywy stąd nie wyjdzie nikt!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz