- Na pożegnanie wyświetlę film – mówi
Minotaur.
Wygląda na szczęśliwego, ma w labiryncie
wszelkie udogodnienia. Nie, żeby zaraz grający melodie kibelek, ale bieżącą
wodę, ekspres do kawy, biblioteczkę, kino domowe.
- Kino labiryntowe – śmieje się
Minotaur.
Ma pudelka, świnki morskie, kilka
garniturów i sukienek, bo on chyba różnie. I lampę i skórzane fotele, wielkie
jak łodzie rybackie. Ma i łódź, i barek, i kostkarkę do lodu.
- I przestrzeni, ile zapragnę w
labiryncie – dodaje Minotaur.
Ja po wywiad. Bezpieczny, bom nie
młodzieniec, nie panna. On też niczego sobie. Kark byczy, spogląda bokiem, jak
kruk. Ćwiczy codziennie we własnej siłowni. Nic dziwnego, ma czas.
Opowiada o
życiu, swoich marzeniach, trochę geopolitycznie, trochę popkulturowo. Nawet
ciekawie, z zębem.
Przerwa na szklaneczkę.
- Ariadna – woła – Kochanie!
- Zaraz przyjdę, już kończę!
To jednak nie jego sukienki. Szkoda. Ariadna,
dziwne imię, gdzieś słyszałem, cholera, człowiek taki zapędzony w redakcji.
- Jaka to kobieta, jaka gospodyni.
Wiśnie dryluje, setki wiśni. Cała we krwi wiśniowej, pachnącej.
Tak mnie jakoś, w kontekście, nagle, a
on cap dyktafon. Wyłącza. Ręka sękata, prawie łapa. Wstaje, łbem pod sufit.
Niedobrze, czy tylko pokaz? Pokaz. Ja z ulgą, on się śmieje.
- W tym świetle, jak tak trochę
ramionami, sam pan widział. Jest coś, nie?
Oj, jest, jest.
- Panie Minotaurze – włączam dyktafon –
Panie Tezeuszu, co pan sądzi o kulcie Kosmicznej Maciory zjadającej własne
prosięta?
- Cóż – zakłada nogę na nogę, odchyla
się w tył. – Ludzie tam, poza labiryntem, to w większości barbarzyńcy,
niewolnicy czasu. Przepraszam, jeśli pana uraziłem – uśmiecha się miło i unosi
szklaneczkę.
- Na zdrowie!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz