- Bez papierów, znajomości, przez Polskę... Granica
przecież, ale mieliśmy te dolary, też niebezpiecznie, ale otwierały drzwi,
serca łakome. Brat był starszy, on prowadził. Mniejsza z tym. Tutaj... W
Kolinie mieszkał stryj z żoną. W trzydziestym siódmym byliśmy z bratem na
wakacjach. Chciałbym móc powiedzieć, że Bóg nas szczęśliwie przeprowadził,
ponieważ cały czas miałem przy sobie tę biblię, ale dolary...
- Dużo? – Artur przechylił się przez stół i dolał
sobie kawy.
- Ogromna suma. Po wszystkim, do Koliny
przywieźliśmy prawie czterdzieści tysięcy. Tyle, że stryja i stryjenkę wywieźli,
zabili. W ich domu mieszkał szkopski policjant, rodzinę ściągnął. Nie
wiedzieliśmy, co dalej? Wtedy ojciec tego waszego komucha Kukli, to wtedy był
chłopak. nie miał jeszcze dwudziestu lat, ale był obrotny, jak sam diabeł. Za
tysiąc dolarów dał nam schronienie w tej piwnicy. Młody miał jakieś pole, ale żył
z handlu, a potem to już z nas. Nie, wtedy to było całkiem uczciwe z jego
strony. Bardzo bystry młodzieniec. Aż dziwnie to powiedzieć, ale w tej norze żyliśmy
całkiem znośnie. Mieliśmy też awaryjne wyjście. Panowie je przecież znaleźli. Nocami
wypełzaliśmy i leżeliśmy w trawie patrząc na gwiazdy.
Oddycha łapczywie, milknie.
- Cóż. Niemcy odeszli, przyleźli Kacapy. Czekaliśmy
aż sytuacja się uspokoi, z tymi dolarami, bez papierów. Kukla nam obiecał.
Ludzie wędrowali. Polska... Mniejsza z tym.
- Dni mijały. Kukla, trzeba to przyznać, znacznie
obniżył ceny. Wszystko zmierzało ku szczęśliwemu zakończeniu, gdy pewnej nocy
znowu miałem ten sen i następnej też. Na
Polesiu spudłowało. W piwnicy przyczepiło się do Andrzeja. Uwalniało się. Ja
miałem być ofiarą, którą złoży. Mój brat i najlepszy towarzysz, jakiego miałem
w życiu przestał być moim bratem. Nocą starałem się nie zasnąć, ale zostałem
zabrany w takie miejsce. Pewnie straciłem przytomność. Będąc tam zrozumiałem...
- Pan zabił swojego brata! – odzywa się milczący
dotąd Gruza.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz