Stoi na szeroko rozstawionych nogach, pistolet
trzyma w opuszczonej ręce lufą ku podłodze. Patrzę mu w oczy. Chwila ulgi. Wojnicz
chaotycznie o kimś za zablokowanymi drzwiami, o smrodzie, warczeniu, o tym jak
strzelał, i że najpierw celował nisko. W nogi. Przerywa i uzbrojoną dłonią
zakrywa sobie usta.
- Ten... To zabiło Ławę! Kurwa, on krzyczał, a ja
nic nie mogłem zrobić.
- A skąd ... ?
- Zamknąłem gnoja, spił się. Awanturował w sklepie. Makaron
zrzucał...
Gruza wie, co robić. Zmusza młodego, by schował broń i
usiadł, a potem cały czas celując w wylot schodów prowadzących na parter, gdzie
mieści się areszt, wzywa przez komórkę wsparcie.
- Kiedy? – pytam.
- Ze trzy, cztery minuty temu, drzwi zablokowało,
nie mogłem wyjść – jąka Wojnicz.
- Kto to był i gdzie jest? Nikt nie wychodził.
- Melduj, że jest kolejny trup. W parku. Ten
telefon...
Schodzę na dół. Cisza. Nie śmierdzi. W korytarzyku. Ostrożnie.
Wszystkie drzwi otwarte na oścież. Zaglądam do kolejnych cel.
- Tutaj jestem, panie władzo! – Słyszę, że w
ostatniej, ktoś wstaje z pryczy, potem kilka zdecydowanych kroków i na
korytarzu pojawia się Ława. Każę stanąć pod ścianą i zaglądam kolejno, sprawdzam.
Wszystkie puste.
Stanisław Ława stoi pod ścianą nonszalancko opierając
dłonie na biodrach i uśmiecha się.
- Nie musi pan szukać. Już go nie ma. Odszedł.
Spóźnił się pan. Był u mnie, ale odszedł.
- Kto tu był?
- Był u mnie. Specjalnie przyszedł do mnie, do mnie,
do nic nie znaczącego człowieka. Pocieszył mnie, uzdrowił i uwolnił!
- Kto tu do kurwy nędzy był, co ty...?
- Byłem strapiony, rzucony do lochu, opuszczony
przez bliskich, chory na raka...
- Na jakiego raka? Uspokój się i powiedz, kto tu
był?
- Oczywiście, że diabeł! Mogę już iść do domu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz