niedziela, 19 lipca 2015

6:25 / Strona siedemnasta / Lot ku Słońcu

Stoi na szeroko rozstawionych nogach, pistolet trzyma w opuszczonej ręce lufą ku podłodze. Patrzę mu w oczy. Chwila ulgi. Wojnicz chaotycznie o kimś za zablokowanymi drzwiami, o smrodzie, warczeniu, o tym jak strzelał, i że najpierw celował nisko. W nogi. Przerywa i uzbrojoną dłonią zakrywa sobie usta.

- Ten... To zabiło Ławę! Kurwa, on krzyczał, a ja nic nie mogłem zrobić.

- A skąd ... ?

- Zamknąłem gnoja, spił się. Awanturował w sklepie. Makaron zrzucał...

Gruza wie, co robić. Zmusza młodego, by schował broń i usiadł, a potem cały czas celując w wylot schodów prowadzących na parter, gdzie mieści się areszt, wzywa przez komórkę wsparcie.

- Kiedy? – pytam.

- Ze trzy, cztery minuty temu, drzwi zablokowało, nie mogłem wyjść  – jąka Wojnicz.

- Kto to był i gdzie jest? Nikt nie wychodził.

- Melduj, że jest kolejny trup. W parku. Ten telefon...

Schodzę na dół. Cisza. Nie śmierdzi. W korytarzyku. Ostrożnie. Wszystkie drzwi otwarte na oścież. Zaglądam do kolejnych cel.

- Tutaj jestem, panie władzo! – Słyszę, że w ostatniej, ktoś wstaje z pryczy, potem kilka zdecydowanych kroków i na korytarzu pojawia się Ława. Każę stanąć pod ścianą i zaglądam kolejno, sprawdzam. Wszystkie puste.

Stanisław Ława stoi pod ścianą nonszalancko opierając dłonie na biodrach i uśmiecha się.

- Nie musi pan szukać. Już go nie ma. Odszedł. Spóźnił się pan. Był u mnie, ale odszedł.

- Kto tu był?
- Był u mnie. Specjalnie przyszedł do mnie, do mnie, do nic nie znaczącego człowieka. Pocieszył mnie, uzdrowił i uwolnił!

- Kto tu do kurwy nędzy był, co ty...?

- Byłem strapiony, rzucony do lochu, opuszczony przez bliskich, chory na raka...

- Na jakiego raka? Uspokój się i powiedz, kto tu był?

- Oczywiście, że diabeł!  Mogę już iść do domu?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz