poniedziałek, 20 lipca 2015

13:12 / Notatka


- Jutro będzie dzień środka czasu. Od wielkiego wybuchu minęło czternaście miliardów sześćset czterdzieści milionów osiemset dwadzieścia tysięcy pięćset czterdzieści lat, sześć miesięcy i czternaście dni. Jutro jest dzień środkowy. Potem pójdzie z górki.

- Co pójdzie z górki? Uszom nie wierzę, co wymyślił.

- Czas!

- Co ty pleciesz, jak to obliczyłeś?

- Na komputerze, dane wyjściowe to podstawa. – Ma minę nietęgą. Myślał, że zakrzyknę, może w uniesieniu. Coś mamrocze.

- Czternaście miliardów z kawałkiem, czy wszechświat to guma od majtek? – Zły jestem, że w takie się wdaję rozmowy. Obliczył. Dobre sobie, a kto to sprawdzi?
Jakby słyszał moje myśli.

- Margines błędu nie szerszy niż miliard lat. – Uśmiecha się.

Jakbym go trzasnął! Ale on umiera na raka. Moja cukrzyca przy jego raku to bal debiutantek. Chorego trzaskał nie będę. Umierającego. On znika. Już połowa człowieka. Zniknie w trumnie, przykryją go kwiatami, różańcem, świętym obrazkiem. Ateistę zniszczą w zwłokach pogodzonych ze wszystkim, z tym jego wszechświatem.

- I co dalej? – pytam.

Wznosi oczy ku niebu, jakby z idiotą. Jakby z idiotą rozmawiał.

- Co dalej? Boga się spytaj, on wie.


Odchodzi, coraz mniejszy i mniejszy. Kroki cichsze i cichsze. Zapach człowieka wiaterek rozwiewa tak szybko, że nawet psi nos jest bezradny. Środek czasu we wtorek? Dobre sobie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz