Dżony
wyjmuje jabłka z salaterki, rozkłada na obrusie i kiwa głową.
- Szesnaście
jabłek, i o to właśnie chodzi.
Układa je w
kwadrat, po cztery w rzędzie i uśmiecha się znacząco. Nie wiem do czego
zmierza, spoglądam przez otwarte okno, by oderwać wzrok od jabłek, od Dżonego.
Na drutach zbierają się wróble. Zaraził mnie i zaczynam je liczyć, ale one
wciąż w ruchu. Przylatują, odlatują.
- A
szesnaście miliardów jabłek, jak był ułożył szesnaście miliardów jabłek?
Wzruszam
ramionami.
- Tak, samo.
- W czterech
rzędach po cztery miliardy w każdym?
Liczy.
- Ej, ej...
przyjmując dziesięć centymetrów na jabłko, dziesięć na metr, dziesięć tysięcy
na kilometr, ej, ej... wychodzi, że miałbyś cztery rządy po czterysta tysięcy
kilometrów.
Tracę
cierpliwość.
- Uważasz,
że szesnaście miliardów jabłek jest niemożliwe, przecież na Ziemi jest ich
więcej, dużo więcej, istnieją, a to co istnieje zawsze można policzyć.
- To tylko
słowa, to tylko słowa. Wróćmy w takim razie do czasu. Przyjmuje się, że
wszechświat liczy czternaście miliardów lat. Jak to możliwe, skoro rok, jako
taki istnieje znacznie krócej, można przyjąć, że po ustabilizowaniu się Układu
Słonecznego...
- To tylko
miara czasu, Dżony. Nie rozpatruj tak, nie mieszaj pojęć, skal...
- Ale ty
jesteś... – obrusza się Dżony – W ogóle nie chcesz mnie zrozumieć, w ogóle.
Zapala
papierosa i przez chwile obraca w palcach paczkę. Mam nadzieję, że nie zacznie
liczyć papierosów. I faktycznie, nie liczy.
- Spójrz za
okno – mówi w końcu – Na drucie siedzi akurat czternaście wróbli. Teraz
przyporządkuj każdemu wróblowi miliard lat, ok? A teraz uważaj!
Podnosi się
i gwałtownie porusza firanką. Wróble nic sobie z tego nie robią. Dżony wychyla
się i woła do wróbli:
- Dalej,
poszły mnie stąd, raz, raz!
Wróble nic,
jak siedziały, tak siedzą. Nadal nie rozumiem, o co mu chodzi, ale czuję
sympatię do tych skromnych ptaszków, które krzyżują jego plany. Chodnikiem
przechodzi akurat sąsiadka Agata z bokserką na smyczy. Ze zdziwieniem patrzy na
pokrzykującego przez okno brodacza. Dżony wycofuje się, siada zrezygnowany i
wtedy wróble odlatują.
- O,
widzisz, zobacz teraz! Wróble odleciały i co zostało? Drut został, linka
energetyczna, oto co zostało! Tak samo jest z czasem, już nie udawaj takiego
tępaka.
- Nie udaję
tępaka, po prostu nie rozumiem, o co ci chodzi? do czego zmierzasz?
- Chodzi,
zmierzasz – przedrzeźnia Dżony – Ty myślisz liniowo, twoje rozumowanie od
punktu „a” do punktu „b” Jesteś jak szkapa dorożkarska z tymi klapkami na
oczach.
To
oryginalne, to mu się udało. Już się nie odzywam, tylko wstawiam wodę na kawę.
Mam nadzieję, że w końcu zagramy w szachy. Przecież przyszedł do mnie z zegarem
szachowym w reklamówce.

