poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Lot ku Słońcu / Notatka 6 / Czas wróbli

Dżony wyjmuje jabłka z salaterki, rozkłada na obrusie i kiwa głową.

- Szesnaście jabłek, i o to właśnie chodzi.

Układa je w kwadrat, po cztery w rzędzie i uśmiecha się znacząco. Nie wiem do czego zmierza, spoglądam przez otwarte okno, by oderwać wzrok od jabłek, od Dżonego. Na drutach zbierają się wróble. Zaraził mnie i zaczynam je liczyć, ale one wciąż w ruchu. Przylatują, odlatują.

- A szesnaście miliardów jabłek, jak był ułożył szesnaście miliardów jabłek?
Wzruszam ramionami.

- Tak, samo.

- W czterech rzędach po cztery miliardy w każdym?

Liczy.

- Ej, ej... przyjmując dziesięć centymetrów na jabłko, dziesięć na metr, dziesięć tysięcy na kilometr, ej, ej... wychodzi, że miałbyś cztery rządy po czterysta tysięcy kilometrów.

Tracę cierpliwość.

- Uważasz, że szesnaście miliardów jabłek jest niemożliwe, przecież na Ziemi jest ich więcej, dużo więcej, istnieją, a to co istnieje zawsze można policzyć.

- To tylko słowa, to tylko słowa. Wróćmy w takim razie do czasu. Przyjmuje się, że wszechświat liczy czternaście miliardów lat. Jak to możliwe, skoro rok, jako taki istnieje znacznie krócej, można przyjąć, że po ustabilizowaniu się Układu Słonecznego...

- To tylko miara czasu, Dżony. Nie rozpatruj tak, nie mieszaj pojęć, skal...

- Ale ty jesteś... – obrusza się Dżony – W ogóle nie chcesz mnie zrozumieć, w ogóle.

Zapala papierosa i przez chwile obraca w palcach paczkę. Mam nadzieję, że nie zacznie liczyć papierosów. I faktycznie, nie liczy.

- Spójrz za okno – mówi w końcu – Na drucie siedzi akurat czternaście wróbli. Teraz przyporządkuj każdemu wróblowi miliard lat, ok? A teraz uważaj!
Podnosi się i gwałtownie porusza firanką. Wróble nic sobie z tego nie robią. Dżony wychyla się i woła do wróbli:

- Dalej, poszły mnie stąd, raz, raz!

Wróble nic, jak siedziały, tak siedzą. Nadal nie rozumiem, o co mu chodzi, ale czuję sympatię do tych skromnych ptaszków, które krzyżują jego plany. Chodnikiem przechodzi akurat sąsiadka Agata z bokserką na smyczy. Ze zdziwieniem patrzy na pokrzykującego przez okno brodacza. Dżony wycofuje się, siada zrezygnowany i wtedy wróble odlatują.

- O, widzisz, zobacz teraz! Wróble odleciały i co zostało? Drut został, linka energetyczna, oto co zostało! Tak samo jest z czasem, już nie udawaj takiego tępaka.

- Nie udaję tępaka, po prostu nie rozumiem, o co ci chodzi? do czego zmierzasz?

- Chodzi, zmierzasz – przedrzeźnia Dżony – Ty myślisz liniowo, twoje rozumowanie od punktu „a” do punktu „b” Jesteś jak szkapa dorożkarska z tymi klapkami na oczach.


To oryginalne, to mu się udało. Już się nie odzywam, tylko wstawiam wodę na kawę. Mam nadzieję, że w końcu zagramy w szachy. Przecież przyszedł do mnie z zegarem szachowym w reklamówce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz