Przeczucie mnie nie myli. Jest nasze osiedle! Domy
jakieś takie. Sklep. Ludzie przed sklepem nie ubrani, jak trzeba. Nawet nie brzydcy,
ale charakterystyczni dla prowincji. Jakby ktoś wybrał, dostarczył ich na miejsce,
ustawił. Zniknęły, gdzieś przepadły butelki z piwem. Tylko Stuchlik nie pasuje.
Gładzi się po hiszpańskiej bródce. Kamera go kocha. Kamera mu nadskakuje, ale musi
zaczekać na swą kolej.
Geesowskie sklepy mają tęczę, jako logo. Rozmowy z
tubylcami, z braku palmy pod tęczą.
Nie mogę powstrzymać wybuchu śmiechu, gdy na ekranie pojawia się łysy dziadek. Teściowa twierdzi, że to stary Przybył. Dziadek uzmysławia widzom, że dobrze nie będzie, że panuje nieporządek i każdy pcha się po trupach do władzy. Dziadek wzdycha i macha zrezygnowany ręką.
Tak dziwna wypowiedź
świadczy o tym, że program jest nadawany na żywo.
Kaśka ze sklepu uśmiecha się do kamery, ale mówi, że
jest przerażona i że takie rzeczy nie powinny się dziać w Wielkopolsce. Teraz śmiejemy
się wszyscy.
Nieznana nam pani o wyglądzie osowiałym oświadcza,
że ludzie są zaniepokojeni, że wszyscy o tym mówią i w ogóle... Pracę policji
ocenia bardzo wysoko. Wreszcie w oku kamery pojawia się Stuchlik.
- Sądzę... – Stuchlik zawiesza głos i dla
zwiększenia efektu gładzi się po łysinie.
- Sądzę, że wszyscy powinniśmy się bać. Albowiem
dziś w nocy objawił mi się Anioł i rzekł: - Oto Szatan rzucił zatrute ziarno w
żyzną glebę ziemi...
- Proszę go nie słuchać, pijany jest! – Ktoś z tłumu
nie wytrzymuje. Zawsze znajdzie się indywiduum, które kosztem bliźniego chce
podlizać się władzy.
- ... tej ziemi – Stuchlik niezrażony unosi
wskazujący palec w kaznodziejskim uniesieniu.
– I oto przychodzę wyplenić chwast, który wyrósł, by
zagłuszyć kłosy sprawiedliwych.
Widać, że dziennikarka się waha, czy nie przerwać
rozmowy, ale pokusa wysłuchania łysego proroka przeważa.
- I rzekł Anioł, zwracając się do mnie, wstań zacny
wieśniaku i wyjdź przed swą chatę! – Otaczający Stuchlika ludzie śmieją się
nerwowo.
– I wyszedłem posłusznie za próg mej chaty, a wyszedłszy
ujrzałem w szarości poranka światło. Słup światła nad lasem. Odziałem się
pospiesznie w swe najlepsze szaty i wyprowadziłem z szopy wierny rower,
albowiem chciałem pojechać, tam, dokąd wzywał mnie znak. Niestety w tylnym kole
nie miałem powietrza, a pompka przepadła!
- Proszę go nie kamerować, przecież on to wszystko
zmyśla! Anioł mu się ukazał... taki wstyd!
- Jak państwo słyszeli przed chwilą, emocje wśród
mieszkańców miasteczka są bardzo, bardzo... – duka speszona dziennikarka,
niepotrzebnie martwiąc się, że wpuściła przed kamerę łysego typa. Martwi się
niepotrzebnie, ponieważ realizator dołączy do czołówki kolejnych relacji występ
łysego w granatowej koszulce, gdy ten ze wzniesionym ku niebu palcem woła w
uniesieniu:
- I oto przychodzę wyplenić chwast, który wyrósł, by
zagłuszyć kłosy sprawiedliwych!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz