niedziela, 19 lipca 2015

9:05 / Strona dziewiąta / Lot ku Słońcu

Przeczucie mnie nie myli. Jest nasze osiedle! Domy jakieś takie. Sklep. Ludzie przed sklepem nie ubrani, jak trzeba. Nawet nie brzydcy, ale charakterystyczni dla prowincji. Jakby ktoś wybrał, dostarczył ich na miejsce, ustawił. Zniknęły, gdzieś przepadły butelki z piwem. Tylko Stuchlik nie pasuje. Gładzi się po hiszpańskiej bródce. Kamera go kocha. Kamera mu nadskakuje, ale musi zaczekać na swą kolej.

Geesowskie sklepy mają tęczę, jako logo. Rozmowy z tubylcami, z braku palmy pod tęczą.

Nie mogę powstrzymać wybuchu śmiechu, gdy na ekranie pojawia się łysy dziadek. Teściowa twierdzi, że to stary Przybył. Dziadek uzmysławia widzom, że dobrze nie będzie, że panuje nieporządek i każdy pcha się po trupach do władzy. Dziadek wzdycha i macha zrezygnowany ręką. 

Tak dziwna wypowiedź świadczy o tym, że program jest nadawany na żywo.

Kaśka ze sklepu uśmiecha się do kamery, ale mówi, że jest przerażona i że takie rzeczy nie powinny się dziać w Wielkopolsce. Teraz śmiejemy się wszyscy.

Nieznana nam pani o wyglądzie osowiałym oświadcza, że ludzie są zaniepokojeni, że wszyscy o tym mówią i w ogóle... Pracę policji ocenia bardzo wysoko. Wreszcie w oku kamery pojawia się Stuchlik.

- Sądzę... – Stuchlik zawiesza głos i dla zwiększenia efektu gładzi się po łysinie.

- Sądzę, że wszyscy powinniśmy się bać. Albowiem dziś w nocy objawił mi się Anioł i rzekł: - Oto Szatan rzucił zatrute ziarno w żyzną glebę ziemi...

- Proszę go nie słuchać, pijany jest! – Ktoś z tłumu nie wytrzymuje. Zawsze znajdzie się indywiduum, które kosztem bliźniego chce podlizać się władzy.

- ... tej ziemi – Stuchlik niezrażony unosi wskazujący palec w kaznodziejskim uniesieniu.

– I oto przychodzę wyplenić chwast, który wyrósł, by zagłuszyć kłosy sprawiedliwych.

Widać, że dziennikarka się waha, czy nie przerwać rozmowy, ale pokusa wysłuchania łysego proroka przeważa.

- I rzekł Anioł, zwracając się do mnie, wstań zacny wieśniaku i wyjdź przed swą chatę! – Otaczający Stuchlika ludzie śmieją się nerwowo.

– I wyszedłem posłusznie za próg mej chaty, a wyszedłszy ujrzałem w szarości poranka światło. Słup światła nad lasem. Odziałem się pospiesznie w swe najlepsze szaty i wyprowadziłem z szopy wierny rower, albowiem chciałem pojechać, tam, dokąd wzywał mnie znak. Niestety w tylnym kole nie miałem powietrza, a pompka przepadła!

- Proszę go nie kamerować, przecież on to wszystko zmyśla! Anioł mu się ukazał... taki wstyd!

- Jak państwo słyszeli przed chwilą, emocje wśród mieszkańców miasteczka są bardzo, bardzo... – duka speszona dziennikarka, niepotrzebnie martwiąc się, że wpuściła przed kamerę łysego typa. Martwi się niepotrzebnie, ponieważ realizator dołączy do czołówki kolejnych relacji występ łysego w granatowej koszulce, gdy ten ze wzniesionym ku niebu palcem woła w uniesieniu:

- I oto przychodzę wyplenić chwast, który wyrósł, by zagłuszyć kłosy sprawiedliwych!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz