10:14
Nagle Anioł Stróż mailem. Siada na
biurku. Niewielki.
W sam raz, ale czy mądry? Nie wiem, że
prawdomówny, chyba. To tak! Jak inaczej? Otrzepał skrzydła z wirusów, poprawił
okulary, rozkłada tablice, wyliczenia. Żadne tam pergaminy, zwykły Excel.
Czytam. Aż tak, że aż tak? Jak to? I
dokładniej. I ciach druga tabela, obszerna, w przeliczeniu na słowo, na znak,
na zamyślenie. Prąd zużyty, papierosy, kawa, czas zniknięty, zmarnowany. To
ostatnie najtańsze.
Wzdycha, szepcze, wzrusza skrzydłami.
Nie daje nadziei, sensu. Anioł
pragmatyk. W końcu jaśniej, od siebie, z życzliwości.
- Skończ, bo inaczej. Nie tym, nie ty od
tego. Nie z ciebie to, co chcą, a chcą dobrze. Żałosne, ty... Złudzenie. To złudzenie. To incydent. Idź,
zajmij się.
Znowu niejasno, niedobrze, na mdłości.
To ci dopiero Anioł. Nie straszy, dech
odbiera. Źle. Tyle, że on od siebie, z życzliwości. Zza piór wyciąga prawdziwy
papier, z takiej kieszonki. Ma kieszeń na brzuchu pod piórami kangurzą.
Zobowiązanie, że już nie będę, bo
inaczej. Sięgam po długopis, a co mi tam. Faktycznie tabela mówi wszystko.
Podpiszę, oszczędzę forsę. Zawsze to coś. No tak.
- Nie, długopisem nie. Krwią trzeba,
można z palca. I znowu z kieszeni brzytwę. Ciach na stół. I pióro, takie
mniejsze sobie wyrywa, aż syknął.
Coś dziwnie. Jak incydent? I krwią, i
język ma czarny, rozdwojony.
- A idźże do maila, mówię. Palca nie
będę... Brzytwą!
I poszedł, zniknął. Została brzytwa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz