wtorek, 21 lipca 2015

10:14 / Notatka

10:14

Nagle Anioł Stróż mailem. Siada na biurku. Niewielki.

W sam raz, ale czy mądry? Nie wiem, że prawdomówny, chyba. To tak! Jak inaczej? Otrzepał skrzydła z wirusów, poprawił okulary, rozkłada tablice, wyliczenia. Żadne tam pergaminy, zwykły Excel.

Czytam. Aż tak, że aż tak? Jak to? I dokładniej. I ciach druga tabela, obszerna, w przeliczeniu na słowo, na znak, na zamyślenie. Prąd zużyty, papierosy, kawa, czas zniknięty, zmarnowany. To ostatnie najtańsze. 

Wzdycha, szepcze, wzrusza skrzydłami.
Nie daje nadziei, sensu. Anioł pragmatyk. W końcu jaśniej, od siebie, z życzliwości.

- Skończ, bo inaczej. Nie tym, nie ty od tego. Nie z ciebie to, co chcą, a chcą dobrze. Żałosne, ty...  Złudzenie. To złudzenie. To incydent. Idź, zajmij się.

Znowu niejasno, niedobrze, na mdłości.

To ci dopiero Anioł. Nie straszy, dech odbiera. Źle. Tyle, że on od siebie, z życzliwości. Zza piór wyciąga prawdziwy papier, z takiej kieszonki. Ma kieszeń na brzuchu pod piórami kangurzą.

Zobowiązanie, że już nie będę, bo inaczej. Sięgam po długopis, a co mi tam. Faktycznie tabela mówi wszystko. Podpiszę, oszczędzę forsę. Zawsze to coś. No tak.

- Nie, długopisem nie. Krwią trzeba, można z palca. I znowu z kieszeni brzytwę. Ciach na stół. I pióro, takie mniejsze sobie wyrywa, aż syknął.

Coś dziwnie. Jak incydent? I krwią, i język ma czarny, rozdwojony.

- A idźże do maila, mówię. Palca nie będę... Brzytwą!

I poszedł, zniknął. Została brzytwa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz